Archive for Grudzień, 2009

To się w głowie nie mieści!

niedziela, Grudzień 27th, 2009

Papierosy, ćmiki, szlugi to rzecz paskudna i niezdrowa. Wiem coś o tym, bo jestem nałogowym palaczem i jakoś nie mogę pozbyć się tego obżydliwego (wiem o tym!) nałogu.

Papierosy to tytoń a dokładniej dym tytoniowy a nie tylko uzależniająca nikotyna. W tym dymie można naliczyć dobre kilka setek związków chemicznych zwykle gorszych niż sama nikotyna.

Ale szkodliwość tytoniu ma aspekt nie tylko zdrowotny, ale też estetyczny. Dymem tytoniowym przesiąkają ściany, meble, samochody a przypalone papierosem obrusy, tapicerka, meble to w domu palacza rzecz normalna.

Teoretycznie rząd powinien być zainteresowany w zwalczaniu tego niezdrowego nałogu.

Jednak tak nie jest.

Dlaczego?

Ano, dlatego, że wyroby tytoniowe są obłożone monstrualną akcyzą, czyli podatkiem i rządzący czerpią z tego taaaaką. kasę.

Niedawno pojawiły się na rynku papierosy beztytoniowe – tę roślinę zastąpiono tam chemiczną nikotyną – niemal zupełnie nieszkodliwą, bezwonną i pozbawioną wypalającego ognia. I cóż na to rząd? Zakwiczał ze szczęścia? Że będzie mniej chorób, smrodów, pożarów? Ależ skąd! „Kwiczenie” to cecha szlachetnego zwierzęcia, jakim jest świnia. Niestety rząd nie jest tak pożyteczny i szlachetny jak ta sympatyczna ( i smaczna!) nierogacizna i przerażony perspektywą spadku wpływów z podatków umyślił zakaz tego zdrowego substytutu niezdrowego nałogu.

Postarajmy się do tego nie dopuścić! Jak? Tu znajdziecie: http://twojetrendy.pl/

HALLELU – JAH !!

środa, Grudzień 23rd, 2009

Bigos uwarzyłem wyborny a i ze składników grzecznych – starannie dobranych. Prawdziwe dzieło sztuki – jak na poznańskiego Bambra przystało. Delikatny śledź maceruje się w oleju słonecznikowym z cebulą i przyprawami. Zupa rybna, na węgierską modłę uczyniona, czeka Wigilii. Sernika nakręciłem się w glinianej donicy tak, że ręce bolą. Choinka ubrana. Pimpuś (żona) krząta się po kuchni, a ja życzę wszystkim Czytelnikom:

Spokojnych, rodzinnych, dostatnich Świąt

NARODZENIA PAŃSKIEGO

Puszczykowo, Boże Narodzenie 2009.

Pasożyty miejskich ulic.

środa, Grudzień 23rd, 2009

Co dnia poruszam się samochodem po Poznaniu. Często jest to trudne – miasto się korkuje, ulice są zbyt wąskie, ilość sygnalizacji świetlnych (które bardzo przeszkadzają w ruchu) jest już nie idiotyczna, ale wręcz śmieszna. No i te tramwaje – zawalidrogi. W cywilizowanych krajach likwiduje się te archaiczne środki transportu – u nas przeciwnie – wytycza się nowe linie. A tramwaj to idiotyzm – jego torowisko pasożytniczo zajmuje cenną powierzchnię ulic, której brakuje dla normalnych środków komunikacji, czyli samochodów. Ponadto jest przywiązany do torów – nie można puścić go tam gdzie ich nie ma; natomiast autobus, samochód pojedzie tam gdzie nam się zamarzy. Kiedy tramwaj się zepsuje następuje paraliż komunikacyjny – stoją wszystkie na jego trasie a i sąsiednich. Obok autobusu, który nawet wyleci w powietrze bez trudu przejedzie drugi, trzeci, dziesiąty, setny. Autobusy można łatwo podzielić na poszczególne linie i sprywatyzować. A tramwaje? Jak?

Ale najgorsze jest to, że muszę do tego absurdu dopłacać z własnej kieszeni – wszystkie tramwaje są deficytowe. To skrajne złodziejstwo – nie pamiętam, kiedy ostatnio jechałem tramwajem, a muszę za nie płacić i nikt się mnie nie pyta czy mam na to ochotę.

Kiedy jesteśmy w Berlinie łatwo poznać czy jesteśmy w części dawnej komunistycznej (wschodniej), czy (kapitalistycznej) zachodniej. Tramwaje są tylko w części komunistycznej. To daje do myślenia…

No, można ewentualnie tramwaje zakopać – wtedy otrzymamy metro…

Nareszcie świetna wiadomość!

poniedziałek, Grudzień 21st, 2009

Zobacz obraz w pełnych rozmiarach

 

 

 

Dziś jest 21 grudnia – wprawdzie początek astronomicznej zimy, ale bardzo dobry dzień – najkrótszy dzień i najdłuższa noc w roku. Od dziś przez pół roku (do św. Jana, czyli 24 czerwca) dni będą coraz dłuższe. Dla mnie to bardzo ważne, bo nie gniewam się na mrozy i pluchy, ale nie znoszę krótkich dni, a od dzisiaj światła będzie coraz więcej. No i bardzo dobrze!

I jeszcze ciekawostka: moja Mama urodziła się w najkrótszym dniu roku zaś imieniny ma w najdłuższym! Ha!

I jeszcze dwie dygresje: są ludzie, którzy ubiegają się o azyl polityczny lub ekonomiczny poza granicami swoich ojczyzn. Czy można ubiegać się gdzieś o azyl… klimatyczny?

I druga: Juliusz Cezar uważał, że ziemie położone na północ od Alp nie nadają się do zamieszkania z przyczyn klimatycznych. Obawiam się, że Wielki Cezar miał rację…

 

Sabotażyści, złodzieje czy zwykli idioci?

poniedziałek, Grudzień 21st, 2009

Plagą wielu, bogatych państw są imgranci. Wlewa się fala kolorowych, ale i białych obszarpańców do Europy Zachodniej, Kanady, Stanów Zjednoczonych i Australii.

Nawet Polska nie jest wolna od tego zjawiska – przez naszą granicę, próbują się dostać na zachód Europy mieszkańcy Rosji, państw kaukaskich, Wietnamu itp.

Są z tymi ludźmi notoryczne kłopoty i każde z państw usiłuje walczyć z tym zjawiskiem.

Emigracja to wstyd i hańba dla rządów tych państw, których mieszkańcy opuszczają swoje kraje. W tym i dla rządów polskich!

A sprawa jest stosunkowo prosta – ludzie zawsze wieją z krajów gdzie jest mniej wolności (a więcej biurokracji i podatków) do państw bardziej liberalnych, wolnych gdzie ludzie są mniej nękani przez fiskusa, aparat państwa, biurokrację i inny ZUS. Nigdy odwrotnie! Jest to katastrofalne również dla Polski ludzie, którzy powinni znajdować tutaj dobre warunki do pracy dla dobra swojego i swoich rodzin a zarazem dla pomyślności całego kraju uciekają do państw ościennych gdzie aparat fiskalny i państwowy jest mniej represyjny. Jest to fatalne dla naszego państwa zwłaszcza, że nakłada się na to bardzo zła sytuacja demograficzna – szybkie wyludnianie państwa i starzenie społeczeństwa.

Od lat nie mogę pojąć ciemnoty naszych rządów, które zamiast zastanowić się, dlaczego ludzie z Polski wieją i zrobić coś, żeby tego nie robili zachowuje się dokładnie odwrotnie. Dlatego, za pieniądze podatników kształcimy tabuny lekarzy i inżynierów, którzy jadą pracować dla dobra np. Wielkiej Brytanii.

A rząd robi dokładnie odwrotnie niż powinien – właśnie znów podnosi podatki (akcyzę) i podwaja punkty poboru haraczu od kierowców zwiększając liczbę fotoradarów.

Arbeit macht frei!

sobota, Grudzień 19th, 2009

Na przełomie XIX i XX wieku żył sobie w Drohobyczu (mieścina nieopodal Lwowa) żydowski pisarz (zresztą lichy) o nazwisku Bruno Schulz. Dziś kreuje się go na geniusza literatury – to dość zabawne dla każdego, kto zapoznał się ze „osobliwą polszczyzną” i formą, jaką są napisane Np. „Sklepy cynamonowe”; o treści nie wspominając. Oczywiście ze względu na politycznie poprawną przynależność do „naroda wybranego” został okrzyknięty geniuszem.

Schulz nie tylko pisał, ale czasem i rysował. Kilkanaście lat temu odkryto jego rysunek, który machnął dla jakiś dzieciaków na ścianie klatki schodowej pewnego budynku. Po pewnym czasie ten kawałek ściany… zniknął! Ktoś go rąbnął podobnie jak napis „Arbeit macht Frei” z bram socjalistycznego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.

Kawał ściany z rysunkami Schulza odnalazł się w… Izraelu gdzie trafił do jakiegoś muzeum. Właściciel okradzionego budynku dostał nawet od żydów jakąś finansową gratyfikację.

Nie zdziwię się ani trochę, jeżeli napis z oświęcimskiego łagra, za kilka lat „cudownie się odnajdzie” Np. w instytucie Jad Waszem…

Narkotyki i gorzała.

środa, Grudzień 16th, 2009

 

Każdy z nas, w każdej chwili może sobie najzupełniej legalnie pójść do najbliższego monopolowego i kupić litr albo dwa spirytusu (mniej zamożni – denaturatu) wrócić z tym do domu i zachlać się na śmierć. Jednak jakoś tego nie robimy.

Dlatego nie rozumiem, dlaczego nie możemy legalnie kupić haszyszu, LSD opium lub innej marihuany. Przecież ryzyko śmierci po „nawaleniu się” którymś z tych narkotyków nie jest większe niż po spirytusie, winie „patykiem pisanym” o denaturacie nie wspominając.

Mało tego! Narkotyki sprzedawane legalnie musiałby spełniać normy czystość, jakości, bezpieczeństwa etc. Nie ma mowy o „kompocie” warzonym pokątnie ze słomy makowej w jakiejś szopie lub innym garażu, a do producenta można by się zawsze udać z reklamacją. Ponad to narkotyki w legalnym obrocie byłyby nie tylko bezpieczniejsze, ale też wielokrotnie tańsze – wolne od mafijnego „podatku od ryzyka”.

No i kolejna korzyść z legalizacji narkotyków – znika cała (jakże potężna!) przestępczość związana z tą „branżą”.

Swojego czasu w Stanach Zjednoczonych wprowadzono prohibicję. Ależ się działo! Gangi pokątnie produkujące i sprzedające alkohol szalały ze szczęścia. Napady, morderstwa i krwawe jatki były na porządku dziennym. Kto nie słyszał o Al Capone? Nagle ustało jak ręką odjął. Co się stało? Ano nic szczególnego – po prostu zalegalizowano alkohol. Z narkotykami byłoby identycznie.

Że co? Że narkomani mogą powodować wypadki drogowe? Jasne! Mogą! Ale nie więcej niż kierowcy na „podwójnym gazie” i ci… trzeźwi. Że narkomani będą sprawcami innych przestępstw? Pewnie tak, ale nie bardziej niż alkoholicy i… abstynenci.

Wolność i Wolny Rynek są wybornym remedium na wszelkie patologie.

Niestety ustawodawcy nie chcą tego zauważyć lub, co bardziej prawdopodobne, pobierają sute profity od karteli narkotykowych, którym istniejący stan rzeczy pozwala zarabiać (nieopodatkowane!) miliardy….

 

Euro 2012? Ależ to kretyńtwo!

poniedziałek, Grudzień 14th, 2009

 

Z bardzo mieszanymi uczuciami przyglądam się imponującej budowie (a właściwie przebudowie) stadionu piłkarskiego w Poznaniu. Z podobną niechęcią patrzę na budowę „Narodnego Stadiona” w warszawce. Podobno moje serce radość winna przepełniać, bo zaszczyt organizowania mistrzostw „Euro 2012” przypadł mojej Ojczyźnie i Ukrainie. Jednak radość jakoś mnie nie przepełnia a to z przyczyn rozmaitych.

Po pierwsze nie wiem, dlaczego z moich podatków pobiera się monstrualne pieniądze na budowę stadionów? Nie znoszę piłki nożnej. Nie tylko samego futbolu, jako dyscypliny, ale przede wszystkim całej otoczki, którą to-to obrosło – dwudziestu dwóch facetów ugania się po trawniku za kawałkiem nadętej świńskiej skóry a dziesiątki tysięcy kretynów na trybunach dadzą się pokroić na kawałki za to, kto, jak i gdzie tą piłkę kopnie, chociaż wynik meczu został już dawno ustalony i przehandlowany w kuluarach. I mnie – podatnika zmusza się, żebym płacił (w podatkach) za rozrywki tych socjopatów. Lubię sport, ale nie ten „w telewizorze” tylko autentyczny – jeżdżę na rowerze terenowym, świetnie gram w badmintona, znakomicie pływam, umiem i lubię strzelać z każdej broni palnej. Tylko, że rower kupiłem sobie sam, podobnie z profesjonalnymi rakietami i lotkami do badmintona a i za naboje sam płacę. To moja frajda, moja przyjemność i nie okradam nikogo. Zupełnie nie rozumiem dlaczego jestem okradany na rzecz zarzygańców „robiących piłkę nożną”.

Jednak my to jakoś przeżyjemy – choć nie wiem w imię czego?!

Bardziej żal mi Ukraińców – ci napuszyli się na, diablo kosztowne, stadiony podczas gdy większość narodu nie ma kanalizacji, a woda bieżąca jest dostarczana (nawet w dużych miastach) do domów przez kilka godzin dziennie. My to jakoś przeżyjemy – ale oni?!

Nam może to nawet wyjść na zdrowie – po kilkudziesięciu dniach mistrzostw zostaniemy wprawdzie z monstrualnymi (zbudowanymi na koszt podatnika) stadionami, które są nam potrzebne jak przysłowiowe „wąsy w d….” ale zawsze można wrócić do dobrej, sprawdzonej tradycji i urządzić na nich bazary podobne do tego jaki z powodzeniem funkcjonował, przez wiele lat, na warszawskim stadionie dziesięciolecia.

I wszystko wróci do normy.

 

Bohaterowie Wolnego Rynku.

czwartek, Grudzień 10th, 2009

Ministerstwo finansów pokwikuje z trwogi: wpływ z podatku VAT jest mniejszy o dwa miliardy złotych niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Urzędasy skrobią się w tępe łby aż łupież sypie jak śnieg na Alasce: a dlaczego? Wszak podaż i popyt utrzymuje się na podobnym poziomie i wpływy też powinny być podobne a nie są. Jakim cudem?

Powinniśmy się wszyscy radować, że te pieniądze nie trafiły do budżetu – ergo – w łapy urzędników, bo dzięki temu zostały one w naszych kieszeniach i napędzają rynek. Może za nie ktoś kupić buty dla dziecka, karpia na Wigilię albo inne okulary.

Kto pozostawił te pieniądze w kieszeniach Polaków? Cóż to za dobroczyńcy? Ano dobroczyńcy – bohaterowie rozrastającej się z każdym dniem Szarej Strefy, czyli ludzie, którzy przerażeni bandyckim ZUS’em i fiskusem postanowili pracować na własny rachunek i nie dawać się prześladować aparatowi państwa i jego siepaczom – urzędnikom.

Wcale się nie dziwię, że jest takich coraz więcej. Są już całe branże, w których tylko wyjątkowo można natrafić na ludzi działających „legalnie” (cokolwiek by to miało znaczyć). Niemal każdy z czytelników, zwykle zupełnie nieświadomie, korzysta z ich towarów lub usług.

Działają w komfortowych warunkach – nie straszny im VAT, PIT i kontrole; nie płacą haraczu złodziejskiemu ZUS’owi dzięki temu mogą pracownikom płacić więcej; nie straszny im bank i komornik – kredytu i tak nie dostaną a komornik konta w banku im nie zajmie, bo go nie mają; nie muszą zatrudniać księgowych, wypełniać druków a nawet zaoszczędzą na tuszu do pieczątek. Faktura? Paragon? Przelew? Wolne żarty!

Bądźmy wdzięczni tym bohaterskim partyzantom Wolnego Rynku, bo dzięki nim mamy niedrogie i dobre usługi i pewne produkty; mamy miliardy złotych napędzających koniunkturę w całym kraju.

A że w budżecie kasy brakuje? To dobrze. Im rząd ma mniej pieniędzy tym lepiej dla nas wszystkich!

Największy przekręt wszechczasów.

środa, Grudzień 9th, 2009

Polska opinia publiczna jest oburzona „aferą hazardową” i różnymi przepychankami wokół niej; regionalne – poznaniacy pukają się w głowę jak miasto mogło wydać sto milionów złotych na budowę komunikacyjnego bubla, jakim okazała się ulica Winogrady, warszawiacy są przerażeni korkami, jakie wywołał poroniony pomysł ichniej „bufetowej” wprowadzenia bus-pasów.

W innych krajach ludziska wkurzają się lub podniecają jeszcze innymi sprawami.

Jakoś mało, kto zauważa, że właśnie odbywa się i to zupełnie jawnie – w świetle jupiterów i w obecności kamer telewizyjnych Największy Przekręt Wszechczasów zbieranina bandziorów na szczycie klimatycznym w Kopenhadze planuje ukraść z kieszeni ludzi (i to wszystkich na świecie) trudną do oszacowania kwotę liczoną już w bilonach dolarów i euro. Przewiduje się, że najzupełniej nieskuteczna walka z nieistniejącym „ociepleniem klimatu” każdego mieszkańca eurosojuza będzie kosztowała cztery tysiące złotych. Cztery tysiące! Wyjęte z kieszeni każdego europejczyka – w tym starców, kobiet i dzieci. A to tylko Europa. A reszta mieszkańców naszej planety?

A to tylko pieniądze. Jak policzyć koszty najzupełniej bezsensownych działań, do których już zostają zmuszeni ludzie i rządy w ramach walki z… humbugiem. Rzecz jasna „dla naszego dobra”.

Myślicie, że ktoś się opamięta i pójdzie po rozum do głowy? Zapomnijcie. Za duża kasa!