Archive for Lipiec 10th, 2015

3B 2,0 czyli Budapeszt… smaczny…

piątek, Lipiec 10th, 2015

Zatem samochód mamy zaparkowany wygodnie, e-matricę w kieszeni i zapas papierosów w tobołku. Ergo – możemy iść zwiedzać Budapeszt. Zapraszam.

Nie, nie! Nie będę zastępował przewodnika. Ani mi to w głowie. Niech każdy znajdzie sobie to, co go interesuje. W dobie Internetu to łatwizna a więc wędrówkę proszę sobie zaplanować zgodnie z Waszymi zainteresowaniami.

Ja tylko pozwolę sobie zainteresować Was kilkoma ciekawostkami, które łatwo umykają naszej uwadze a szkoda.

  1. Nie wiem czy wiecie, że długopis, w 1938 roku, wynalazł nasz madziarski bratanek – pan Laszlo Biro? Chwała mu za to. Ale to nie jedyny interesujący tutejszy wynalazek. Grubo wcześniej Węgrzy (sic!) wynaleźli coś, co w ich pięknym języku nazywa się palacsinta (wym. „palaczinta”), czyli… naleśniki! Tak, tak – to węgierski wynalazek. I są to prawdziwe naleśniki a nie jakieś obrzydliwe „pancakes”, które tu i ówdzie wciskają nieszczęśnikom, którym sprzykrzyło się życie na tym świecie.

Węgierską kuchnię kojarzymy najczęściej z gulaszem, zupą rybną, znakomitymi wędlinami i nieśmiertelną papryką. O naleśnikach jakoś mało, kto wie, a szkoda.

A wiec zapraszam na naleśniki! Dokąd? No… jest wiele miejsc, ale jeżeli chcecie zobaczyć prawdziwą „świątynię” naleśników, to najlepiej do Nagyi Palacsintaoja przy stacji metra Bathyany ter. Właściwie w samym centrum.

Gdybyście mieli chęć skosztować wszystkich, to radzę zostać tam na tydzień.

Chciałbym uczulić Was na dwa rodzaje tego specjału. Pierwszy (mój ulubiony), to Hortobagy Palacsinta, czyli naleśnik z pikantnym „gulaszowym” farszem mięsnym. Znakomity!

Drugi, to naleśnik – legenda. Gundel Palacsinta. Karol Gundel był słynnym, budapeszteńskim kucharzem, którego przepisy do dziś pieszczą podniebienia smakoszy z całego świata. I to on właśnie opracował przepis na te naleśniki. Jest to naleśnik na słodko. I jedna uwaga/ostrzeżenie – naleśników potrafię wtrząchnąć całkiem sporo. Prawdziwego „Gundela” tylko jednego! Taki sycący! I jeszcze ciekawostka – oryginalny przepis na ten naleśnik jest pilnie strzeżoną tajemnicą. Mało, kto go ma. Nawet w renomowanej restauracji przy słynnej Vaci ut. Podano nam, niezbyt udaną, podróbę. Muszę pochwalić moją żonę Ewę, której wypieki zaczynają być słynne – manewrując tu i ówdzie, korzystając z naszych węgierskich znajomości i posiłkując się urokiem osobistym zdobyła, w końcu, oryginalny przepis na te naleśniki. Zapewniam, że są wybitne, choć czasochłonne i kosztowne w przygotowaniu. Naszych bratanków spieszę uspokoić – nie wyjawimy go nikomu!

  1. Budapesztańska hala targowa, niestety, często uchodzi uwadze odwiedzających, to piękne miasto. A szkoda! Zapraszam – naprawdę warto. Łatwo ją znaleźć – idąc najsłynniejszym, tutejszym deptakiem , czyli Vaci ut. W kierunku przeciwnym do centrum dojdziemy, do Vamhaz krt. Wystarczy ją przejść – po drugiej stronie stoi spory budynek, który mieści hale targowe. Brak mi takich w Polsce. Znajdziemy tutaj kulinarne Węgry w kwintesencji i pełnej krasie. Grzech nie zajrzeć! Czy coś kupić? Sami ocenicie. Ja zawsze kupuję tutaj peklowaną lub wędzoną słoninę. Bardzo grubą, miękką i anielsko smaczną. Niestety próżno szukać takiej w Polsce. Podobną można „trafić” na Ukrainie. Ale gdzie jej tam do węgierskiej…
  2. Jeżeli macie trochę wolnego czasu, to zapraszam na Romaifurdo – czyli zespół sympatycznych basenów gdzie można spędzić trochę czasu mocząc się w wodzie. Oczywiście mam w tym ukrytą intencję, bo kiedy już nacieszyliście się tym miejscem, to warto udać się jakieś 1 500 m. dalej, a konkretnie na narożnik ulic Szentendrei i Matyas kiraly, a tam znajdziecie mały i „na oko” lichy sklep mięsny. Lichy? Nic bardziej błędnego! Sam widok właściciela budzi zaufanie (powinien występować w filmach jako „rzeźnik wzorcowy”), a i miejsce smaczne, bo można kupić tu wyborne wędliny, a i zjeść coś z rusztu na ciepło. Naprawdę polecam. Tanio i smaczno! Musztardy i pieczywa darmo dodają. Dlatego, zwykle, zatrzymuję się w pensjonacie leżącym ok. 100 m. od tego miejsca.
  3. Wypiteczności. Ci, którzy cenią sobie wino będą tu naprawdę szczęśliwi. Nawet najtańsze, miejscowej produkcji są wyśmienite. Lubiących mocniejsze trunki zachęcam do skosztowania hazi palinka , czyli destylatów domowych na rozmaitych owocach uczynionych. Próżno ich szukać w Polsce. Spróbujcie. Zwłaszcza Barack palinka – naprawdę warto. Węgierskie piwo? Można sobie podarować…

I to by było na tyle jak mawiał mój śp. przyjaciel – prof. Jan Tadeusz Stanisławski…

Budapeszt Vaci ut. Zawsze fascynuje mnie elewacja tej kamienicy. Jest z drewna!

Budapeszt Vaci ut.
Zawsze fascynuje mnie elewacja tej kamienicy. Jest z drewna!

A w Puszczykówku?

Dziękuję. Pan Bóg błogosławi. Nasturcji zatrzęsienie. Wkrótce dojrzeją papierówki. Nie mam pojęcia, co zrobić z taką ich masą….?