Cuda się zdarzają…

Prominentny działacz jednego z UPR’ów (bo zdaje się są już dwa: http://www.upr.org.pl/ i http://www.upr.pl) przysłał mi list z prośbą żebym, jako wiceprezes WiP’u  namówił prezesa Janusza Korwin – Mikke do rezygnacji z kandydowania w wyborach prezydenckich.

Prawdę mówiąc nieco ta prośba mnie zaskoczyła, bo wiceprezesem a nawet członkiem WiP’u nie jestem od kilku dobrych miesięcy i byłem przekonany, że to fakt w tych kręgach powszechnie znany.

Skoro jednak tak nie jest czuję się w obowiązku wyjaśnić, że wystąpiłem z partii WiP. Nie, nie pogniewałem się na nią – przeciwnie – jest tam wiele świetnie przygotowanych, często młodych osób, które znakomicie rokują przyszłości tej organizacji i świetnie radzą sobie beze mnie.

Wiceprezesem WiP’u zostałem wybrany przez aklamację na Konwencie założycielskim tej organizacji 11 XI 2009 r. na wniosek Janusza Korwin – Mikke. Oczywiście mogłem się nie zgodzić, ale się zgodziłem. Jak wiadomo, kiedy okręt wypływa z obcego portu prowadzi go nie kapitan, sternik ani nawigator tylko miejscowy, doświadczony pilot, który zna wszystkie okoliczne rafy, mielizny i zakamarki pogmatwanego czasem portu. Po wyjściu na otwarte morze pilot nie jest już potrzebny a więc wsiada na swoją motorówkę i wraca do portu. W WiP’ie ja byłem takim „pilotem”. Zadanie wykonałem. Nie ukrywam, że wystąpiłem też, dlatego, że organizowane dwa razy w tygodniu spotkania Władz (za pomocą komunikatorów internetowych) były dla mnie fatygujące (przeciągały się do późnych godzin) a ja na głowie mam firmę i po prostu brak mi czasu na takie „rozrywki”. Zresztą JKM, przy całej swojej genialności, ma w zwyczaju roztaczać wokół siebie kompletny chaos organizacyjny,  lubi posługiwać się metodami prowizorycznymi i nie zawsze przemyślanymi, co dla mnie, jako Wielkopolanina (a do tego autentycznego Bambra) z dziada pradziada jest męczące i irytujące.

A więc „siedzi Waszak w Puszczykówku jak Piłsudzki w Sulejówku”. Mam zresztą ważniejsze wybory na głowie – np. wybór odcienia kalabryjskiego marmuru na parapety mojej werandy itp. A WiP? Poradzi sobie świetnie beze mnie – z całego serca mu tego życzę.

Nie mam też zamiaru odwodzić Korwina – Mikke od kandydowania w wyborach. Zresztą i tak mnie nie posłucha – nigdy mnie nie słucha a później… przyznaje mi rację!

JKM i WiP wzięli na siebie herkulesowe zadanie – pozbierać 100 000 podpisów w dwa tygodnie? Potrzeba będzie cudu…

No, cóż cuda się zdarzają…

Tags:

Leave a Reply